Opowieści Inferno (4)

OPOWIEŚCI XXXI - XXXVII

OPOWIEŚĆ XXXI - Kolory wiosny
 
         Przyszła wiosna i moje magiczne miejsce ożyło feerią barw, śpiewem ptaków, brzęczeniem owadów, klekotem bocianów, które po przylocie zajęły się naprawą swoich gniazd. Nad moim ogrodem przelatują czaple, łabędzie, żurawie, które śpieszą się nad nadbużańskie rozlewiska - pora budować gniazda! W ogrodzie zakwitły krzewy i drzewa. Pączki przeobraziły się w liście i kwiaty o różnych barwach. Nareszcie zmęczone zimą oczy mogą odpocząć i nacieszyć się odcieniami bieli, różu, a przede wszystkim zieleni. Powróciła pozytywna energia, chęć do życia - natura obudziła się ze snu!
 
   
 
   
 
   
   
   
   
 
 

maj 2009

 

OPOWIEŚĆ XXXII - Najukochańsza wnusia babci.

 

     Tego słonecznego majowego dnia małej Verveince bardzo się nudziło. Rodzeństwo zaszyło się w domu zmęczone zabawą w ogrodzie, mama Demonia odpoczywała w cieniu i wyraźnie nie miała ochoty na dalszą zabawę z dziećmi, a Czarna Ninja ciągle tryskała niespożytą energią.

- Babciu, pobaw się ze mną! - najpierw poprosiła grzecznie babcię Tamii.

Prośba nie zadziałała, więc mała ryzykantka pociągnęła babcię za fafle, co przyniosło oczekiwany efekt:
 


oburzona zuchwałością malucha babcia rzuciła się w szaleńczą pogoń za niesforną, ale ukochaną wnuczką. Tamii szybko dopadła Verveinę, a następnie delikatnie, ale stanowczo zwróciła wnuczce uwagę na niestosowne zachowanie wobec wiekowej już bądź co bądź babci.  Na ucho zaś, dała jej kilka niezwykle mądrych rad. Jakich? Niestety nie usłyszałam.
 


Tamii, jak każda babcia, ma miękkie serce, więc nie mogła się długo gniewać i zabawa rozpoczęła się na dobre. Ich harce wywabiły z domu Vana i Vegę. Oboje przyglądali się z ciekawością, Van z bliska, Vega z bezpiecznej odległości. Nie mieli jednak odwagi przyłączyć się do zabawy.
 

 


Szaleństwa babci z wnuczką kategorycznie przerwała mama Demonia uznając, że córeczka jest już wystarczająco zmęczona i nie należy przedłużać zabawy.
 

 

maj 2009

 

OPOWIEŚĆ XXXIII - Czarna Ninja

 

 

Przyszła na świat jako trzecia z dziewięciorga rodzeństwa i od razu wykonała trzy obroty przez plecy, aby z rąk pani doktor dostać się wreszcie do mleka matki. Zamarłam z przerażenia,  ale już po chwili usłyszałam smakowite mlaskanie: mała czarna ninja posilała się zgodnie z wszelkimi zasadami pierwszych chwil życia. 

Swoimi niezwykłymi umiejętnościami akrobatycznymi zaskakiwała mnie   niejednokrotnie. Zanim otworzyła oczki, zanim zaczęła stawiać pierwsze chwiejne kroki, przemieszczała się w kierunku matki wykonując istne akrobacje, skoki i obroty wzdłuż ciała, albo przez głowę. Ta zwinność okazała się bardzo przydatna w pokonywaniu ośmiorga rodzeństwa, a szczególnie dwóch pręgowanych braci, znacznie silniejszych od niej, w walce nie tylko o dostęp do mleka, ale także o zabawkę.

Ósmego dnia, Ninja otworzyła oczy… od tej chwili mądre, ale niesamowite, przenikliwe, świdrujące, głębokie spojrzenie przenika mnie na wylot kiedy wchodzę do pokoju. Te oczy mogą rzucić urok. Patrząc jej w oczy, nie mam wątpliwości, że Czarna Ninja od przyjścia na świat wiedziała, że to właśnie ona z dziewięciu szczeniąt została wybrana przeze mnie.... a może to ona pierwsza dokonała wyboru...?

Wtedy właśnie, kiedy spojrzałam w jej niesamowite oczy, przyszło mi do głowy imię – Verveine la Sorcière.

Vervein
e
(z francuskiego) – po polsku werbena (ogrodowa, pospolita, lekarska), roślina ogrodowa, polna, znana w ziołolecznictwie, nazywana niegdyś zielem czarownic, które leczy wszelkie choroby, chroni od złego, odczynia uroki, ale... może także posłużyć do ich rzucenia. Werbena pospolita znana była już w starożytności jako roślina o cudownych właściwościach. Starożytni rzymianie obdarowywali się bukietami werbeny w Nowy Rok, co miało zapewnić im szczęście i pomyślność w nadchodzącym roku. Żyjący w XVI wieku włoski lekarz i znakomity botanik, znawca ziołolecznictwa - Matthiole- pisał, że ten kto potrze się werbeną zdobędzie wszystko, o co będzie zabiegał. W późniejszych czasach, baby-zielarki dodawały werbenę do swoich magicznych wywarów i naparów (zwłaszcza eliksirów miłosnych). Miała ona rzucać lub odczyniać uroki, a zawieszona nad progiem domu - chronić jego mieszkańców przed złymi duchami. W niektórych regionach Francji do dziś dnia ludzie wierzą, że dziecko, które nosi przy sobie gałązkę werbeny będzie dobrze wychowane, inteligentne, uśmiechnięte, a także zdolne i chętne do nauki.

La sorcière po francusku oznacza czarownica.

             Bardzo często odnoszę wrażenie, że Verveine’a siłą spojrzenia łączy świat widzialny ze światem niewidzialnym. Jej spojrzenie prowadzi ją po pomoście łączącym oba te światy i pozwala czerpać wiedzę z nich obu. Obserwuję ją i jestem przekonana, że Verveine’a rozmawia z duchami Ziemi: łąk, wód i lasów. Potrafi słuchać śpiewu ptaka w zaroślach ogrodu, obserwować lot bocianów zmierzających do pobliskiego gniazda, mrówki poruszające się w trawie.

 

Przechyla wtedy główkę łowiąc najcichszy dźwięk słyszalny tylko dla niej, wznosi oczy ku niebu jakby chciała nawiązać kontakt z lecącymi ptakami. To właśnie jest jej magia. Verveine’a Czarownica przygląda się wszystkiemu wokół, jakby starała się wszystko zrozumieć. Czy jej też, jak każdemu z nas - jak pisze Paulo Coelho - Tradycja Słońca wyjawia odwieczną mądrość? Tradycja Słońca odkrywa przed Czarną Ninją tajemnicę poprzez przestrzeń i wszystko co ją otacza, a ona sama trzyma się pomostu między widzialnym i niewidzialnym, aby nie stracić z tym życiem kontaktu. Verveine’a już poczuła magię nadbużańskich łąk. Przecież jest czarownicą!

Ninja rośnie, zmienia się jak każde szczenię. Jest bardzo kochana i słodka, ale przede wszystkim energiczna, silna, zrównoważona, komunikatywna, odważna i czujna. Bez wątpienia będzie zdolną i wytrwałą uczennicą, z zapałem oddającą się pracy na placu szkoleniowym we wszystkich trzech dziedzinach: posłuszeństwie, obronie i na śladzie.

Uwielbia zabawę, nie znosi nudy, spokoju, bezczynności! Bardzo lubi zaczepiać babcię Tamii. Przepada za mamą Demonią. Zarówno mama, jak i babcia zajmują się małą czarnulką inaczej niż pozostałymi dziećmi. Uczą ją cierpliwie wszystkich psich sztuczek potrzebnych na co dzień w domu, na spacerze, w czasie spotkań z innymi psami. Mała jest pojętną uczennicą i szybko opanowała psi elementarz. Wie co pani pochwala, a czego nie lubi, a także jak uniknąć kary… Wystarczy, że popatrzy na mnie słodkim wzrokiem niewiniątka i wdzięcznie przekrzywi główkę. „Czyż ja mogłabym to zrobić???”. I zamiast skarcić niesforne szczenię, tylko grożę jej palcem powtarzając stanowczym głosem (bardzo się staram nie parsknąć śmiechem!): Fee, niewolno! Niedobry pies!”. Grzeczne pojedyncze szczeknięcie jest odpowiedzią:  „Zrozumiałam, przepraszam!”, a następne dwa, zadziorne, połączone z podskokiem i opadnięciem nisko na przednie łapki są zaproszeniem do zabawy. No i po reprymendzie!

Upodobania do ogrodnictwa z pewnością wyssała z mlekiem matki!

Doskonali nadal sprawność fizyczną. Nie ma dla niej miejsc niedostępnych. Potrafi wykonać szybki slalom między nogami krzeseł, aby już po chwili wskoczyć na krzesło, następnie na stół i z powrotem na podłogę. Inna trasa przebiega po fotelach, po ławie, zeskok na podłogę, naskok na kanapę, szybki skok na klatkę i powrót przez kanapę na legowisko. Cała akcja trwa minutę, może dwie i Ninja z niewinną minką leży sobie grzecznie na swoim miejscu. Tylko zawadiacko przekrzywione uszka i szybki oddech świadczą o pokonaniu w rekordowym czasie kolejnej trasy bardzo popularnego dziś  wśród młodzieży sportu, który nazywa się Parcours. Czarna Ninja jest mistrzynią Parcoursu nie tylko w miejskim mieszkaniu, ale także w ogrodzie. Jej popisowym numerem jest wskakiwanie do ogrodzonego drewnianym płotkiem (wydawało mi się dość wysokim, żeby zabezpieczyć rośliny przed szczeniakiem) klombu z rododendronami, szybkie ścięcie czubka kwiatu, a następnie błyskawiczny wyskok (zanim ktoś zauważy) i ucieczka. Szybkość i zwinność odziedziczyła niewątpliwie po mamie Demi.

Czarna Ninja - Verveine'a Czarownica - nowa "biała karta" w historii hodowli Inferno, a może raczej "czarna karta"...?

maj 2009

 

 

OPOWIEŚĆ XXXIV - Deszczowy dzień

 

            Obudził mnie charakterystyczny hałas padającego deszczu: krople miarowo uderzały w dach domku. Odsłoniłam okno. Na zewnątrz było szaro, chmury wisiały nad lasem i ogrodem. Zaczął się kolejny pochmurny, deszczowy dzień maja.

            Pamiętam słowa piosenki: „W czasie deszczu, dzieci się nudzą, to ogólnie znana rzecz. Choć mniej brudzą się….”, no właśnie, z tym ostatnim bym się nie zgodziła!

 

           
               Dzieci Demonii: Van, Vega i Verveine’a początkowo niechętnie wyszły na dwór w strugach deszczu, oj niechętnie. Szybko jednak stwierdziły, że niepogoda także ma swoje uroki. Zaczęła się szalona gonitwa po ogrodzie. Maluchy ślizgały się i przewracały, wpadały jedno na drugie, tarzały się w mokrej ziemi. Już po chwili białe znaczenia pokryły się czarnym błotem i zrównały kolorystycznie z pręgami. Po ogrodzie hasały teraz trzy czarne diablęta. Deszcz przestał im przeszkadzać. Babcia Tamii obserwowała zabawę wnucząt z werandy (powiem wam w zaufaniu, że Tamii nie lubi być mokra, nawet w upalne dni w rzece zamoczy tylko łapy!), poszczekując ostrzegawczo kiedy zabawa stawała się zbyt brutalna. Szczenięta prawidłowo reagowały na jej niskie, pojedyncze szczeknięcia: przerywały gryzienie się i ruszały biegiem dookoła ogrodu. Z babcią nie ma żartów: potrafi dać mocnego klapa w wypadku nieposłuszeństwa. Zarówno babcia Tamii, jak i mama Demonia wymagają posłuszeństwa od trójki trzymiesięcznych już malców. Nigdy, żadna z nich, nie użyła zębów. Karcenie za nieodpowiednie zachowanie; zbyt mocne gryzienie, nachalność czy kładzenie łap na karku starszym psom lub, co gorsza, próba zabrania im otrzymanego od pani smakołyka, odbywa się za pomocą łap, głowy i zamkniętego pyska. Szczenię dostaje wskazówkę czego robić nie należy, żeby nie popaść w konflikt ze starszym od niego psem i , w przyszłości, nie oberwać za mocno, „na poważnie”, nie być pogryzionym. Kto ma malucha nauczyć odpowiednich zachowań, jak nie mama czy babcia czyli własne stado?

W ten deszczowy dzień, umorusane i zmęczone bieganiem szczenięta, szybko znalazły sobie nową zabawę: przygotowanie drewna na rozpałkę czyli gryzienie mokrych drewienek na drobne kawałeczki. Gdzie? Oczywiście w domu na dywanie! Kto to widział, żeby kłaść się na mokrej ziemi! Można się łatwo przeziębić. Należy przynieść patyk do ciepłego i suchego domu, a następnie pociąć go na cienkie zadry w taki sposób, aby pani mogła ich użyć do rozpalenia w piecu. Pani na pewno się ucieszy!

 

Verveine’a przemyślała sprawę i stwierdziła, że najwygodniej będzie oprzeć patyk na oparciu fotela.

 

     
 Pozostała dwójka obrabiała ostrymi ząbkami drewienka na dywanie. W ciągu zaledwie kilku chwil miałam stos szczapek na rozpałkę, a mój pokój zamienił się w drewutnię. Wzięłam więc szczotkę, żeby zamieść i przywrócić porządek w domu.
 

To był mój błąd – cała trójka rzuciła się na moje narzędzie pracy i wywlokła szczotkę na ogród.


Na szczęście, deszcz przestał padać i zza chmur wyjrzało słońce. Dzieciom znudziła się nieruchoma szczotka i zaczęły rozglądać się za innymi zajęciami, a ja mogłam wreszcie posprzątać dom.

Co może wymyślić znudzony bokser? Jego pomysły są nieprzewidywalne. Popatrzcie:
 


     Verveine’a weszła na wysoki klomb i zaczęła szukać robaczków w juce.
 


Van zanurkował w rozłożystym jałowcu płożącym – że też się nie pokłuł! Ciekawe czego tam szukał? Suchych liści, patyków, a może chrabąszcza…?
 


Chyba nic nie znalazł ciekawego, bo pobiegł w drugi koniec ogrodu i próbował wejść na pieniek porośnięty bluszczem. Samemu nudno się bawić, zawołał więc Vegę i Verveine’ę.
 

                     Wkrótce cała trójka nurkowała w bluszczu!

Nie można pozwolić małym pieskom na wszystko, a zwłaszcza na niszczenie roślin w ogrodzie, ponieważ jak urosną, szkody wyrządzane przez nie będą odpowiednio większe, a oduczyć je niewłaściwych zachowań będzie bardzo trudno! Dlatego odwołałam szczeniaki i zaczęłam rzucać im piłeczkę, przeciągać się frędzlem ze sznura, żeby zainteresować je właściwymi przedmiotami do zabawy.

            Musiałam jednak wrócić do swoich zajęć. Właściciele psów mają różne obowiązki i nie mogą cały czas zajmować się swoimi pupilami, nawet malutkimi. Psiaki muszą nauczyć się bawić same. Trzy psie głowy, to nie jedna, zawsze coś wymyślą!

Jedną z ulubionych psich zabaw jest kopanie dołów, szczególnie w mokrej ziemi. Oczywiście taki dół musi być wykopany w takim miejscu, żeby zwrócił uwagę pani. Van, Vega i Verveine’a wybrały sobie miejsce pod huśtawką ogrodową, tam gdzie trawa styka się z drewnianymi palikami. Pracowały ciężko w całkowitej ciszy. Wiem, że kiedy dzieci są cicho, należy natychmiast sprawdzić, co robią, ponieważ najczęściej wtedy broją. Tak samo jest ze szczeniętami. Wyjrzałam z domu i zobaczyłam jak ciężko pracują. Udało mi się po cichu podejść i zrobić kilka zdjęć.
 

   



            Tak wygląda szczęśliwy pies po wykonaniu zadania,

 

 



a tak efekt kilkuminutowej pracy trzymiesięcznego bokserka!
 

      
Vega, indywidualistka z natury, odłączyła się od reszty i znalazła swoje miejsce na dół pod sąsiednim jałowcem. Pracowała szybko, cicho i zawzięcie uważnie rozglądając się dookoła. 
 


 


 
Nawet na mnie, kiedy podeszłam z aparatem fotograficznym, spojrzała nieprzychylnie.
 

 
Całym ciałem próbowała zakryć swój dół,  przede mną i przed rodzeństwem, które już zauważyło nieobecność Vegi pod huśtawką i zaczęło jej szukać.
 

 
 

Kiedy Van i Verveine'a zorientowali się, że Vega ma swój, „lepszy” dołek, natychmiast przystąpili do ataku. Wielokrotne próby zdobycia dołka nie przyniosły rezultatu, gdyż Vega dzielnie go broniła, co udało mi się utrwalić na zdjęciach:
 


 


Po zaciętej walce, Van i Verveine'a musiały ustąpić. Vega odniosła zwycięstwo i została w swoim dołku!
 


 

A kiedy znów wyszło słońce...
 

maj 2009

 

 

OPOWIEŚĆ XXXV - TUTAJ...

Jest Tradycja Słońca, która odkrywa przed nami tajemnice poprzez przestrzeń i wszystko, co nas otacza.
I jest Tradycja Księżyca, która odsłania tajemnice poprzez czas i wszystko, co uwięzione w jego pamięci”.

Paulo Coelho, „Brida”

 

         Tutaj Księżyc świeci inaczej niż w mieście. Noc przepełniona jest magią. Idealną ciszę przerywa tylko szelest skrzydeł nietoperza, pohukiwanie sowy, szczekanie psów dochodzące z pobliskiej wsi. W trawie grają świerszcze. Ciemność rozświetla światło księżyca, który zmienia swój wygląd.
 

   Kiedy mu zimno, smutno i źle - otula się chmurami jak ciepłą pierzyną. Chce zostać sam, przemyśleć wszystkie sprawy.
 


   Innym razem, kiedy ma dobry humor, upiększa drzewa dodając ich liściom barw czerwieni. Szczególnie lubi stroić brzozy – panny w białych sukienkach, z rozpuszczonymi włosami, którymi targa bezlitośnie Wiatr, przyjaciel Księżyca.

 

   


   Zimą, drzewa wyciągają ku niemu swe nagie ramiona prosząc go o odrobinę magicznego światła, które pozwoli im przetrwać aż do nastania wiosny, kiedy to obudzą się do życia i każdym pączkiem poczują magiczny wpływ Słońca.

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  A kiedy przychodzi wiosna, światło Słońca ożywia naturę, rozwija pąki kwiatów w dzień; a nocą Księżyc dodaje im blasku, posrebrza ich płatki, uwalnia zapach.
 


 

 
   Verveine’a Czarownica nie może zasnąć. Ona także czuje wpływ księżyca i chłonie moc jego blasku.
Magia nadbużańskiej nocy …
 

 

         Tutaj odczuwam nastroje Księżyca. Nocą myślę, podejmuję decyzje uważnie obserwując Księżyc, który odsłania przede mną tajemnice życia, a jego światło oświetla w przeszłości tylko to, co warte utrwalenia w pamięci.
 

Tutaj zrozumiałam, że nie wolno mi się zadręczać analizą tego, co miało miejsce i nigdy nie wróci.. Nauczyłam się wyciągać wnioski z oświetlonych światłem księżyca punktów w przeszłości – tych, o których trzeba pamiętać bowiem dodają sił do dalszej walki o moje marzenia.
 

Tutaj Słońce dzieli się ze mną swoją pozytywną, życiodajną energią, wskazuje mi właściwą drogę w przestrzeni, która mnie otacza. Powoli pozwala mi odkrywać tajemnica Życia, jego magię. Muszę tylko uważnie przypatrywać się wszystkiemu, co mnie otacza. Tradycja Słońca i Tradycja Księżyca pozwalają mi przejść ze świata widzialnego w świat niewidzialny i czerpać wiedzę z obydwu światów. Wiedza ta jest mi niezbędna do podejmowania właściwych decyzji we właściwym momencie. Przyglądam się wszystkiemu wokół i staram się jak najwięcej zrozumieć powtarzając sobie słowa Paulo Coelho:  „W każdej chwili, każdemu z nas, Tradycja Słońca wyjawia odwieczną mądrość.”
 

Magia tego miejsca zmieniła mnie samą, pozwoliła zastanowić się nad moją drogą.
 

Tutaj… w moim magicznym miejscu oddzielonym od świata lasami, łąkami i rzeką.
 

maj 2009

 

 

             

 

 

OPOWIEŚĆ XXXVI - Szaleństwa Panny Verveine'y

 

 

 

 

 

                Tego lata Panna Verveine'a jest bardzo, ale to bardzo zapracowana - tyle rzeczy trzeba zrobić w ogrodzie! Zdarza się, że nie ma nawet czasu na zjedzenie posiłku. Dzień ma tylko 12 godzin, a tu trzeba:

bullet

POMÓC PRZY PRZESADZANIU IGLAKÓW;
 

   


 

bullet

SPRAWDZIĆ CZY AGREST I PORZECZKI JUŻ DOJRZAŁY;
 

   
   
   

 

bullet

RZUCIĆ OKIEM, CZY MŁODA LESZCZYNA BĘDZIE MIAŁA W TYM ROKU ORZECHY;

 

bullet

DOPILNOWAĆ, ABY WODA W WĘŻU OGRODOWYM MIAŁA ODPOWIEDNIĄ TEMPERATURĘ DO PODLEWANIA,
 

 

bullet

A CIŚNIENIE WODY W ZRASZACZU BYŁO WYSTARCZAJĄCE DO NAWILŻANIA TRAWNIKA;
 

   
   
   
   

 

bullet

NALEŻY PAMIĘTAĆ TAKŻE O PRZYGOTOWANIU DREWNA NA OPAŁ, BO NIEDŁUGO WIECZORY MOGĄ BYĆ ZIMNE!

 

A to jeszcze nie wszystko! -
TRZEBA KONIECZNIE ZNALEŹĆ CZAS NA ZABAWĘ Z MAMĄ DEMONIĄ, KTÓRA PRZECIEŻ BARDZO SIĘ NUDZI!

   
   
   

 

Wieczorem wreszcie przychodzi czas na chwilę spokoju i odpoczynek w cieniu tuj.

 

   

lipiec 2009

 

OPOWIEŚĆ XXXVII - Wrześniowe spacery

część 1 - Na łąkach

Zaczął się wrzesień, bardzo ciepły choć pochmurny. Wieje wiatr, przegania chmury zasnuwające niebo. Pod nogami coraz więcej żółto-pomarańczowych liści - to brzozy zapowiadają nadejście jesieni.

Demonia i jej córka Verveine'a przynoszą z ogrodu dojrzałe śliwki i żołędzie w zielonych czapeczkach.

Wiewiórka robi zapasy na zimę krzątając się z gracją każdego ranka wśród gałęzi młodej leszczyny. Szybko, cicho i sprawnie zakopuje orzeszki w ziemi zanim z domu wypadną psy.

Bociany opuściły swoje gniazdo. Pewnie są już w drodze do ciepłych krajów.

Nadbużańskie łąki zmieniają barwy na jesienne: zieleń ma teraz wiele odcieni, pojawiają się także kolory żółty i brązowy. W trawie rozciągają się pajęczyny babiego lata, małe, białe kółeczka, delikatne jak koronka, na których zawisły krople porannej mgły. Cisza... Przestrzeń... Wolność... Czas przestał płynąć...

Demonia i Verveine'a natychmiast puściły się w pogoń. Matka jeszcze ciągle jest szybsza niż córka.

 
   
   

Verveine'a wpadła w wysoką trawę i zaczęła się zabawa w chowanego.


Raz po raz jej głowa pojawiała się ponad trawą - Verveine'a nie traciła kontaktu z poruszającym się po łąkach stadem.
Kontrolowała sytuację wyskakując do góry jak przysłowiowy diabeł z pudełka.
 
   
   

Babcia Tamii też z przyjemnością wzięła udział w zabawie.
 

Dalsza część spaceru przebiegała w zdecydowanie wolniejszym tempie. Dziewczynki zajęły się wyszukiwaniem atrakcyjnych zapachów, badaniem większych i mniejszych bajorek pozostałych po letnich ulewach oraz ...kuracją błotną, bo jak wiadomo, okłady z błota regenerują mięśnie łap i usuwają zmęczenie !
 

Resztki błotnych okładów należy usunąć po kilkunastu minutach naturalną wodą rzeczną,
 
   
(pływanie sprawia Verveinie ogromną przyjemność o każdej porze roku!)
 
   
   

a po dojściu do domu, koniecznie zrelaksować się, najlepiej w ciepłym i przytulnym miejscu.
 

                                                                                                                                                                                              

   

część 2 - W lesie

Verveine'a pokochała las tak jak mama i babcia. Tyle interesujących zapachów! Wszędzie trzeba zdążyć, wszystko zobaczyć, powąchać...
"Mała czarna" jest ciekawa świata. Nie czuje lęku przed tym, co ją otacza. Odbiega daleko, ginie mi z oczu między drzewami, a potem wraca do mnie zadowolona i dumna ze swojej samodzielności, a jej wzrok mówi "Widzisz, jestem już duża!".
   
   
W tym pędzie, zrobienie zdjęć jest prawie niemożliwe. Czasem uda mi się uchwycić moją Czarną Ninję w trakcie skoku
- skoki to przecież jej specjalność!
   
   
Podczas spacerów po lesie, Demonia, zazwyczaj niezmordowana, musi odpoczywać, zmęczona pilnowaniem niesfornej córki.
                                                                                                                                                                                                                       wrzesień 2009

zapraszam do OPOWIEŚCI INFERNO 5

Wstecz W górę Dalej