Opowieści Inferno (2)

OPOWIEŚCI XVII - XXII

 

OPOWIEŚĆ XVII - Letnie migawki.

 Portrety w pełnym słońcu.

     
     
     
     
     
 
     
Urania - przyszła mama.
     

 

Od czego ma się zęby?

Z powodu anomalii pogodowych na wiosnę, owoce nie dopisały w tym roku. Ogród wymaga jednak wielu innych zabiegów pielęgnacyjnych. Jednym z nich jest modelowanie krzewu tawuły.
     
Zajęcie to przypadło do gustu także Uranii, która, jako przyszła mama, ma prawo do pewnych wygód, a więc przycinała gałązki leżąc wygodnie na łóżku polowym.
     
     

 

Szaleństwa na 12 łap.

Każda zabawa zaczyna się rozmową,

ustaleniem zasad, kto kogo goni, podszczypuje, itp.
Inicjatorką jest najczęściej Demonia, choć Tamii niewiele jej ustępuje. Czy można wejść mamie na głowę?!
W celu rozładowania pokładów energii trzeba wykonać jak najwięcej podskoków. Najszybciej męczy się Urania, która
ze względu na swój odmienny stan,
 chciałaby odpoczywać w ciszy i spokoju,
o czym, bez skutku, próbuje przekonać towarzyszki. Demi tylko na chwilę zajęła się matką, czemu Urania woli przypatrywać się z bezpiecznej odległości.
Wreszcie i ona rusza do zabawy! Przyszła matka nie ustępuje im kroku! Bez wysiłku pokonuje teren ogrodu galopem,
pysk w pysk z Tamii. Trochę z tyłu pozostaje Demonia, ale już po chwili
znów wszystkie trzy są razem. Gonitwa trwa. Podskoki,
poszczekiwania Demi,napięcie rośnie... wreszcie finał! Tym razem pokonana zostaje Tamisia.
   
  Wszystkim trzem dziewczynkom należy się odpoczynek, ale czujność przede wszystkim!  

lipiec 2007 r.

OPOWIEŚĆ XVIII - Niebezpieczeństwo czai się w ogrodzie....

Nadszedł kolejny słoneczny, letni dzień. Słońce prażyło mocno, na niebie nie było ani jednej chmurki. Boksery nie przepadają za upałem, dlatego Tamii, Urania i Demonia schowały się w chłodnym domu, a ja, z książką w ręku, usadowiłam się w cieniu na leżaku. Wokół panowała cisza. Musiałam się zdrzemnąć, bo obudził mnie nietypowy, ostrzegawczy szczek Demi. Zerwałam się z leżaka przekonana, że coś musiało się wydarzyć, bo Demonia nigdy nie szczeka bez powodu, a tym razem ton jej głosu nakazywał ostrożność i wzywał do działania. Zerwałam się więc z leżaka,…ale nie zrobiłam ani jednego kroku dalej. Zamarłam ze strachu! W niewielkiej odległości ode mnie Demi oszczekiwała intensywnie prężącego się w jej stronę węża, który przyjął charakterystyczną dla gadów postawę obronną unosząc swoją głowę wysoko i wystawiając język z groźnym sykiem. Okropne! W drzwiach domu pojawiły się pozostałe dwie bokserki zaalarmowane szczekaniem Demi. Stały nieruchomo, naprężone, gotowe do ataku.

         Wszystko to działo się jednocześnie, a mój wzrok kodował obraz jak aparat fotograficzny, którego akurat nie miałam pod ręką!.

Muszę tu dodać, że żadne zwierzęta nie budzą we mnie takiej odrazy jak węże. Ja się ich po prostu boję, brzydzę się i nie akceptuję ich przebywania w moim otoczeniu. Ba! Nawet nie lubię oglądać ich na zdjęciach, ani w telewizji!

Tak się złożyło, że w opisywanym momencie byłam sama na działce. Marcin (mój młodszy syn) pojechał na wycieczkę rowerową. Nie mogłam liczyć na pomoc żadnego mężczyzny! Musiałam zebrać myśli i zacząć działać. Na początek przywarowałam Tamii i Uranię blokując ich chęci do walki, a następnie przyjrzałam się z uwagą wężowi: musiałam rozpoznać odrażającego gada i wykluczyć żmiję! Na szczęście zauważyłam dwie pomarańczowe pręgi nad oczami, które uwydatniły się w pozycji bojowej i odetchnęłam z ulgą – zaskroniec, a więc Demi jest bezpieczna! Odwołałam ją i również zostawiłam na waruj w bezpiecznej odległości od „wroga”. Zapanowała cisza. Uspokojony zaskroniec rozejrzał się uważnie dookoła, odpełzł w kierunku stuletniej lipy i ukrył się w jej powyginanych korzeniach. Katastrofa! Jak ja go stamtąd wyciągnę?! Za nic w świecie nie wezmę węża, nawet niegroźnego zaskrońca, w rękę! A obecność jego na ogrodzie jest wysoce niepożądana! Spróbowałam wygonić go puszczając ostry strumień wody z węża ogrodowego: wił się wśród korzeni lipy, ale za nic nie chciał opuścić swojej kryjówki. Byłam bezradna. Na szczęście z opresji uratował mnie Marcin w samą porę wracając z wycieczki  i przejmując inicjatywę. Ubrał wielką rękawicę spawacza, zdecydowanym ruchem chwycił zaskrońca poniżej głowy i wyniósł wijącego się gada poza nasz ogród. Patrzyłam na jego działania z podziwem ciągle jeszcze zbierając myśli. Do dziś żałuję, że nie zdołałam zrobić zdjęć, aby udokumentować całe zajście.

Po raz kolejny Demonia wykazała się czujnością, rozwagą i odwagą. Ta dzielna dziewczynka zawsze śmiało rusza pierwsza, w stronę zbliżającego się „niebezpieczeństwa” szczekając ostrzegawczo, mimo, że Urania przewodzi sforze, (ale przecież wodza trzeba chronić!), a za nią podążają dwie pozostałe.

I pomyśleć, że moja koleżanka z sąsiedniej działki toleruje obecność zaskrońców pod tarasem, gdzie mieszkają sobie bezpiecznie!

lipiec 2007 r.

 

 

 

                OPOWIEŚĆ XIX - Taupinette

     

 

 

 

 

 

          Nasza Taupinette, córka Demonii, zwana księżniczką Kidą (szukaj u Disneya!) mieszka w Warszawie, w bloku, razem ze swoją nową rodziną: Panią Anią, Panem Maćkiem,
 

 Oliwią i Mateuszem oraz nową koleżanką - Fioną.
   

3 letnia Fiona jest mentorką, kumpelką, przytulanką...

  ale czasami jej łóżeczko staje się za ciasne dla dwóch. No i kto zostaje w łóżeczku...?

 

Mateusz jest kumplem do szalonych zabaw. Można go podgryzać prawie bezkarnie.
 
Kida zawsze była ciekawa, zainteresowana otoczeniem. Co też tam się dzieje???
Frędzel to ulubiona zabawka Kiduni.
Poducha służy nie tylko do spania, ale przede wszystkim do świetnej zabawy!
   
Czy te oczy mogą kłamać...?
A po zabawie przychodzi czas na sen.....            
oczywiście na podusi!

 

Swoją ulubienicę fotografował Pan Maciek - dziękuję!

grudzień 2007

POST SCRIPTUM (luty 2008)

     Najpierw była niepewność…, potem długie oczekiwanie…, w końcu na świat zawitały 3 wspaniałe maleństwa: dziewczynka i chłopczyk – żółte bliźnięta i biały silny chłopak o dominującym charakterze. W październiku  2007 roku, Demonia została szczęśliwą mamą, a Tamii szczęśliwą babcią, a jej wnuki otrzymały imiona na literę T - jak Tamii:

Taupinette – żywe srebro, Twister – pluszowa przytulanka i Tobby – zawadiaka z błyskiem w oku.

     Od pierwszych dni wiedziałam, że prezencję, elegancję w ruchach, nawet charakter wzięły po rodzicach: tacie Geo Boxer del Euro, przystojnym rodowitym Hiszpanie i mamie, Demonii Inferno, o zgrabnej sylwetce, z gracą poruszającej się po ringach wystawowych i placach treningowych. Trochę później przekonałam się, że mądrość i cierpliwość odziedziczyły po babci Tamii Eskurial – zwłaszcza Twister. Nie przewidziałam tylko jednego: kumulacji energii wielu pokoleń w jednej filigranowej wręcz dziewczynce – ślicznej Taupinette o uwodzicielskim spojrzeniu. Spojrzeniem tym (ze zdjęcia!) uwiodła swoich nowych właścicieli… (tak mnie zapewniali!). Z Taupinette wiązałam duże nadzieje… i na początku wszystko było w porządku.

Niestety, życie pisze scenariusze nie zawsze po naszej myśli. Niespodziewanie właściciele Taupinette zamilkli. Zapadła martwa cisza, zupełnie jakby jakiś kataklizm zerwał łącza telefoniczne i internetowe. Do dziś nie opuszczają mnie złe przeczucia. Tym razem się pomyliłam!
                                                                                                                    
Żegnaj Taupinette!

 

 

OPOWIEŚĆ XX - Za oknem

 

 W nocy zaczął sypać śnieg
i po cichu, ale starannie
przykrył cały ogród,

   
drogi, pola i łąki,

a nawet rzekę, którą zatrzymał w biegu lekki mróz.
 
   

Kiedy śnieg przykrył ziemię,
dookoła zaległa cisza, zimowa cisza: umilkły ptaki, które jeszcze wczoraj odzywały się z zarośli myśląc, że to już wiosna.
Tylko wiatr szumiał w koronach sosen, targał gałęziami świerków
i jałowców w moim ogrodzie,
tak jakby chciał strząsnąć z nich ostatnie płatki śniegu.
   
   

   

      Rano wyjrzałam przez zaparowane
(a może zaczarowane…?) okno… dookoła cisza i spokój.
 

            Okno wychodzące na drugą stronę ogrodu pokazywało zupełne inny widok,

choć równie zimowy: zabawy na śniegu.

 

    Mój syn, Marcin, właśnie wyciągnął
z ciepłego domu Uranię, która jednak
nie przejawiała chęci do zabawy
w wywrotki na śniegu.
   

Demonia wręcz przeciwnie! Był zachwycona tą propozycją. No i zaczęło się!

 

   

Demi bawi się bezpiecznie. Nawet jeśli na zdjęciu wygląda to groźnie, nie gryzie mocno.

   
   

Stara się złapać za rękę w rękawiczce, lub za rękaw bluzy.

   
   

Jeśli ręce są schowane, przyszczypuje, żeby spowodować ruch przeciwnika i wymach rękami. Jest niezmordowana, nieustępliwa i przeszczęśliwa!

   
   

Lubię wyglądać przez okno,
                           nawet zaparowane!

 

   
                                                           luty 2008

 

OPOWIEŚĆ XXI - "Dzień świra" czyli harce Demonii

Takiego zimowego poranka Demonia wstała rześka z ogromnym zapałem do zabawy. Już w ogrodzie próbowała rozruszać mamę Tamii i ciocię Uranię.

   
   
Wybrałyśmy się więc na spacer.
Tamii – jak zawsze czujna obserwowała bacznie okolicę okrążając pozostałe dziewczynki;

 

 

 
Urania – skupiona i ostrożna, stąpała majestatycznie ograniczając się raczej do obserwacji;
   

Demonia – czujna jak zawsze, czarne pół-diable z niespożytą energią, wybiegała daleko do przodu zataczając koła i zatrzymując się tylko na chwilę, chwytała w nozdrza wszystkie absorbujące zapachy.

 

   

Droga wiodła do lasu. Słońce zaczynało powoli topić cienką warstwę śniegu.

   
   

 

Od razu po wyjściu za bramę ogrodu, Demonia zaatakowała …. mamę, a nie jak
to zwykle bywało Uranię. Tym razem chyba wyczuła zły nastrój ciotki i wolała być ostrożna. Miała przecież jeszcze na przedniej łapie opatrunek, ślad po ostatniej kłótni
z Uranią.
   
   

W lesie Demonia zapomniała o skaleczonej łapie. To był jej żywioł! Najpierw pokonała górę idąc łeb w łeb z Uranią. Tamii ze spokojem i wyższością obserwowała harce córki  ze szczytu wzniesienia.


Potem Demisia zaczęła zataczać koła …. zdążyła nawet złapać patyk!
 

   
   
W drodze powrotnej, mimo dwugodzinnego spaceru, Demi nie wykazywała oznak zmęczenia: wszędzie musiała być pierwsza i zawsze z patykiem w zębach!        
Długość, ani grubość noszonego drewienka
nie ma żadnego znaczenia.
   
   
Ostatni patyk odebrała jej Urania, niewątpliwie poirytowana bezczelnością przelatującej tuż przed
jej pyskiem smarkuli!
   
   

Ostatni odcinek drogi do furtki, wszystkie trzy dziewczynki pokonały galopem.

   
   

A w domu…

 

 

   
   
O czym śnią szczęśliwe, wybiegane boksery? Ale to już zupełnie inna opowieść...
   
                                                                   luty 2008

                                                 

OPOWIEŚĆ XXII - Wielkanocny spacer

Wielkanoc 2008 - marzec. Pogoda wyjątkowo zmienna: właściwie już nie zima, ale jeszcze nie wiosna. Przyroda sama pogubiła się w kalendarzu ...

     
     
     
     
     
     
     
     
  Wszystkie zdjęcia zrobione były w czasie jednego długiego spaceru po naszym ulubionym lesie.
    marzec 2008

                                          zapraszam do OPOWIEŚCI INFERNO 3

                           
 

Wstecz W górę Dalej